Music

26 lipca 2017

16. Przepraszam, mamo

12 komentarzy:
Tsunade w zamyśleniu obserwowała prosektorium i w pamięci liczyła straty poniesione przez niespodziewaną wizytę mordercy widmo, który chyba powoli zaczynał tracić grunt pod nogami. Pani komendant nie sugerowała się tylko i wyłącznie tym, że poszukiwany zaczynał wchodzić na ich teren, uprzednio upewniając się, jakie zyski takie spotkanie będzie w stanie mu przynieść, ale również tym, iż sama mafia — bo doskonale zdawała sobie sprawę, że to właśnie Akatsuki maczało palce w pierwszych morderstwach — powoli nie była w stanie kontrolować swojej marionetki. Wracając jednak do sedna sprawy, mimo że morderca nie zabrał nic poza sercem ofiary, ekipa nadal przeczesywała pomieszczenie i zabezpieczała każde możliwe ślady, której w jej mniemaniu okazywały się bezsensowne. Stan zwłok, pomimo utraty narządu, które Sai chciał na nowo wszyć w ciało i oddać domu pogrzebowemu do przechowania do czasu ceremonii pożegnalnej, były w nienaruszonym stanie. Komendant wydawała się być trochę nieobecna przy tym wszystkim i jakoś niespecjalnie wyglądała na przejętą. Możliwe, iż głowę zaprzątały jej zupełnie inne myśli.
— Jesteś pewna, że Sai z tego wyjdzie? — zapytał Sasuke, który już od ponad pół godziny przebywał na miejscu wraz z Sakurą, w skupieniu rozmawiającą z jednym z patologów. Jak tylko otrzymali wezwanie od samej komendant, w mgnieniu oka przyjechali do prosektorium.
— Tak — odparła lakonicznie. — W zawodzie jednak na niewiele się już zda.
Komisarz pokręcił niemrawo głową. Myśl, że prawa ręka Saia została odcięta i zabrana sprawiała, że Sasuke miał dreszcze na całym ciele. Jeszcze bardziej pragnął dopaść tego szaleńczego psychopatę nim komukolwiek stanie się coś naprawdę złego.
Z opowiadań Tsunade dowiedzieli się, że patolog już od dwóch godzin przebywał na ostrym dyżurze w szpitalu i życie zawdzięczał tylko swojemu asystentowi, który na szczęście należał do nocnych marków i postanowił przybyć do prosektorium, aby podejrzeć swojego mistrza przy pracy, który deklarował, że będzie na miejscu przez całą noc. Chłopaka jednak zaniepokoiła ciemność w miejscu pracy i otwarte małe okno w piwnicy. Idąc dalej tropem zmartwienia, przeraziła go grająca symfonia Mozarta, która co jakiś czas przycinała się i odtwarzała na nowo z dzikim trzaskiem. Nie spodziewał się zatem znaleźć patologa na podłodze w kroplach krwi z owiniętą w brudne prześcieradło ręką, której nie miał. Dodatkowo z lewej dłoni mały palec został podcięty do połowy i zwisał na mięsie niczym mała sprężynka. Sai był blady i majaczył. Asystent natychmiast wezwał pogotowie i policję.
— Powiedział coś jeszcze? — kontynuował Sasuke wątek o patologu, który rzekomo cierpliwie oczekiwał przyjazdu samej Tsunade, by opowiedzieć jej o zdarzeniu. Sai był niemalże przekonany, że byłby w stanie sporządzić rysopis mężczyzny, ale nie potrafił podać żadnych szczegółów. Wtedy wspomniał coś o głosie mordercy i to jeszcze bardziej zaniepokoiło komendant. Obiecała mu jednak, że jak tylko dojdzie do siebie, na pewno się tym zajmą, a póki co miał wracać do zdrowia.
Tsunade pokiwała przecząco głową.
— Dlaczego go nie zabił?
— Wyrzuty sumienia? Nagłe olśnienie? Rozdwojenie jaźni? — rzucała przykładami komendant, nie spuszczając z oczu przykrytego ciała Nami. — Wszystko wychodzi na to, że naszemu mordercy widmo puszczają nerwy.
Sasuke powstrzymał się od śmiechu. Rzadko się zdarzało, żeby mordercy zostawiali świadków wedle własnej woli, rzadko kiedy również słyszano o przypadkach puszczenia ów świadków wolno. Z reguły to nigdy nie kończyło się dobrze. Możliwą opcją było, iż to wcale nie był ich poszukiwany, jednakże prawie odcięty mały palec nie mógł być przypadkiem. Czyżby coś im umknęło? A może faktycznie morderca czuł, że wali mu się sufit na głowę i starał się ze wszystkich możliwych sił zaskakiwać policjantów coraz bardziej, by w końcu wpaść? Wielu zabijaków miało plan, by być zauważonym i często mylili organy śledcze po to, by później podać im tropy jak na tacy i dać się złapać. Czy tak mogło być w przypadku właśnie tego mężczyzny? Wszystko wskazywało na to, że powoli tracił rezon i popełniał błędy, które mogły w końcu zakończyć to jakże trudne śledztwo, jak zwykle zbyt bardzo powiązane z rodziną mafijną. Możliwe jednak, że był to po prostu ślepy strzał.
Uchiha nie powiedział tego głośno, ale Tsunade już na niego patrzyła swym surowym spojrzeniem, jakby wychwytując myśli kłębiące się w głowie komisarza. Zmarszczyła mocno brwi i zwróciła wzrok na Sakurę, która zmierzała do nich powolnym krokiem. Z niepokojem zauważyła jej opuchnięte oczy i zauważając wzrok Sasuke, zrozumiała, dlaczego detektyw płakała. I bardzo, ale to bardzo jej się to nie podobało.
— Tak… — westchnęła głośno. — Wracam na komendę. Nie ma sensu już iść spać, lada moment nastanie dzień. Wam za to radzę się przespać. — Machnęła na nich ręką i rozprostowała plecy. — Jutro rano widzę cię u siebie, Sasuke. — Ton jej głosu był chłodny, władczy. Uchiha tylko posłusznie skinął głową, troszkę zaskoczony. Z ulgą jednak odprowadził kobietę wzrokiem i zmieszany otarł spocone czoło.
— Podejrzewa, że jej powiedziałeś, prawda?
Sasuke nie odpowiedział i to wymowne milczenie mówiło wszystko. Sakura nie potrzebowała więcej, aby zrozumieć. Opuszkami palców dotknęła jego dłoni, ale on zaraz szybko ją odtrącił i udał się do wchodzącego do pomieszczenia Chojiego, którego również wezwano na miejsce. Haruno ten gest zabolał, czuła się odtrącona. Mimo że sama nie wiedziała, jak ma czuć się z tym wszystkim, starała się bardzo pokazać mu, iż może na nią liczyć. Niestety komisarz wydawał się tego nie zauważać. Po pocałunku na środku pustej drogi oboje wsiedli w samochody i udali się do prosektorium. Wtedy to była sprawa wyższej rangi, liczyło się coś zupełnie innego. O pracy w końcu nie można zapomnieć. W związku z tym nie zamienili ze sobą ani jednego słowa więcej i nie próbowali nic sobie wytłumaczyć. Sakura nie potrafiła tego zaakceptować, chociaż sama zachowała się w stosunku do niego paskudnie. Trudno jej było uwierzyć w śmierć Shikamaru i to z rąk Sasuke. Dopiero przysłuchując się uważnie rozmowie Uchihy z liderem mafii, dotarły do niej wszystkie słowa. Można rzec, że dotarła do niej prawda.


— Zaczynasz tracić świadomość swoich czynów, młody człowieku.
Obito wpatrywał się w siedzącego przed nim mężczyznę w białej masce, który z uniesioną wysoko głową pogwizdywał pod nosem jakąś smętną piosenkę. Nic sobie nie robił ze zleceniodawcy, który naprawdę był wściekły.
Zerknął na Hidana, który jako jedyny miał w nosie wszystko to, co działo się wokoło. Zajęty swoimi myślami, wpatrywał się uważnie w okno, którego ciemność pochłonęła go do reszty. Miał dziwne przeczucia, że Sasuke Uchiha nie grał fair i jedyne, czego teraz pragnął, to dowiedzieć się, co za tym wszystkim się kryło. Ponadto komisarz kogoś chronił i bardzo mu na tym zależało, aby oni się nie dowiedzieli. Szef nie zauważył innego samochodu nieopodal fabryki a Hidan pierwsze co spostrzegł, to niewpisujące się w otoczenie zbyt czyste auto. Owszem, jedno niedaleko drzwi należało do Sasuke, ale drugie? Będąc posiadaczem fotograficznej pamięci, mężczyzna raz po raz powtarzał sobie w głowie numer rejestracyjny widniejący na tablicy. Nie wspomniawszy o tym niepokojącym zjawisku szefowi, sam postanowił namierzyć auto i poznać właściciela. Dopiero później zamierzał przedstawić wizję Obito, aby ten nie wpakował się w jakieś gówno. Gdzieś z tyłu głowy Hidana świtała myśl, że Sasuke współpracował z policją i jedyne, co tak naprawdę pragnął zrobić, to wsadzić ich wszystkich do pierdla tak jak Fugaku, który był w stanie wyrzec się syna, byleby dostać rodzinę w swoje łapska.
— Chciałbym, żebyś jednak nie zostawiał świadków przy życiu — kontynuował ostro Obito, zacierając ręce, by ukryć zdenerwowanie. — Istnieje ryzyko, że ktoś cię rozpozna, bo jak mniemam nie żyjesz w cieniu wciąż z maską na twarzy…
Mężczyzna po drugiej stronie prychnął. Był skrzętnie rozbawiony i nic nie wskazywało na to, by w jakikolwiek sposób przyjął sobie słowa zleceniodawcy do siebie.
— Sztuka wymaga poświęceń — odparł w końcu i skierował twarz wprost na Obito. Głowa rodziny mogła wręcz przysiąc, że spod tych ciemnych oczodołów patrzyły na niego równie puste oczy. Perfidny uśmiech prawdopodobnie już szpecił jego twarz. Szef nawet nie przypuszczał, jak bardzo byli do siebie podobni, mimo że ich płatny morderca faktycznie miał ze sobą problemy zdrowotne. — Czasami z przykrością muszę zrezygnować z ofiar.
— Zaiste — mruknął od niechcenia Obito, po czym wyprostował się na krześle i wbił wzrok w swoje paznokcie, które o dziwo nie krył już za skórzanymi rękawiczkami. — Niemniej nie dostałeś od nas zlecenia na eliminację Nami, nawet żałuję, że tak dobry zasób się skończył. I serce? Na cholerę ci potrzebne?
— Płacisz, wymagasz — rozprostował ręce — i ja to rozumiem. Nie jestem jednak tylko i wyłącznie twoim mapetem, Obito. Posiadam też inne… zasoby. — Podkreślając to ostatnie słowo chciał jakby zakpić lub wyśmiać jego podejście do ludzi, których miał wokół siebie i których wykorzystywał. Mężczyzna był wręcz oburzony takim nazewnictwem.
Sasori, który przez cały ten czas w milczeniu przysłuchiwał się rozmowie, a właściwie konfrontacji, nagle obruszył się urażony i przeklął siarczyście gościa. Obito jednak powstrzymał dalszą, niepotrzebną falę agresji gestem ręki i sam oparł łokcie na stole. Wpatrzony w mężczyznę naprzeciwko, wzdrygnął się na widok maski z krwistym, szerokim uśmiechem jak u Jokera. Była jednak nieco inna, taka jaką nosili członkowie ANBU.
— Po prostu żadnych świadków. Albo załatwiasz sprawę po cichu, albo w ogóle jej nie załatwiasz. — Gość siedział niewzruszony, a uśmiech na masce zaczynał przyprawiać Obito o pot na czole i dziwny niepokój w żołądku. — Nie interesują mnie twoje inne kontrakty ani zaburzenia osobowości. Na moim terytorium ma być czysto, zrozumiano?
Westchnienie, choć przytłumione przez białą drugą twarz, wydawało się być nazbyt lekceważące, ale mimo to Obito zachował fason.
— Przymykam więc na to oko tylko dlatego, że szanuję cię za to, co dla mnie robisz, chłopcze.
To wystarczyło, by atmosfera przestała być tak napięta. Nagle wszyscy jakby odetchnęli. Jedynie zamaskowany mężczyzna z wymalowanym uśmiechem na masce wydawał się nie pasować do spójnej całości.


Sasuke był w gabinecie Tsunade już o godzinie ósmej rano. Doskonale zdając sobie sprawę, na jaki temat czeka go rozmowa, spochmurniał. Siadając wygodnie na krześle i popijając ciepłą, za mocną kawę, wpatrywał się w zatrwożoną minę komendant.
— Nie wiesz, kiedy możemy spodziewać się jakichś wiadomości o Shikamaru? — spytała w końcu, zabijając tę trudną ciszę.
Uchiha pokręcił przecząco głową.
— Prawda nie może wyjść na jaw. Śmierć Nary zaliczy się do morderstwa przez naszego poszukiwanego. — Komisarz milczał. — Mafia tego chce, byle zatuszować ślady.
— Nie ty byłaś świadkiem jak strzelił sobie w łeb.
Tsunade nie spodobał się ten stanowczy i surowy ton. Nawet spojrzenie Sasuke było zbyt chłodne i groźne.
— To on chciał wykonać tę misję. Jako zadośćuczynienie tego, w co cię wpakował.
— I musiałaś się na to zgadzać?
— Wolałeś, by był to Kakashi? — Sasuke odebrało mowę. Zamarł z kubkiem kawy w ręce i spuścił wzrok. — Właśnie. Shikamaru był mniejszym złem, poza tym nie łączyła was przyjaźń. Nazwijmy to mniejszą stratą i idźmy naprzód. Nie możemy tracić ani jednej cennej minuty na rozmyślania o przeszłości.
Chociaż raz ktoś mógłby znaleźć się w mojej skórze, pomyślał ze złością Sasuke.
Dalsza część rozmowy przeszła na omawianie planu, jak dalej ma wyglądać korzyść płynąca z układu zawartym z Obito. Wbrew wszystkiemu nie było w tym większej filozofii: wykonywanie mafijnych zleceń, podlizywanie się szefowi, zacieśnianie więzi. Nic trudnego dla wyszkolonego do zadań specjalnych agenta, jednakże Sasuke miał opory, tłumacząc to okropną niechęcią do Obito i podejrzeniami Hidana. Wiedział, że musiał być czujny, ale te fakty nie pomagały. Ustalili jednak, że póki co będą działać powoli. Uchiha miał za zadanie odbudować zaufanie i tę ciepłą relację później wykorzystać na korzyść policji i ANBU.
— Ibiki chciałby się z tobą widzieć.
— Sam nie mógł mi tego powiedzieć?
— Wiesz, że musi pozostać w cieniu.
Prychnął, ale spytał, kiedy. Podobno szef zażyczył sobie wizytę w jakimś barze na przedmieściu jutro o godzinie szóstej wieczorem. Uchiha jeszcze bardziej się spiął i fuknął coś niestosownego. Ta lekceważąca postawa bardzo nie spodobała się Tsunade, ale postanowiła kontynuować więcej drażliwych tematów, który zszedł na wyjawioną Sakurze prawdę. Zaczęli się kłócić, Sasuke powoli podnosił głos. Pozwalał sobie na coraz więcej i nie czuł potrzeby odnoszenia się do kobiety z szacunkiem, na jaki zasługiwała jako szefowa. Mimo wszystko coś powoli zaczynało w nim pękać i czuł, że niedługo wybuchnie od tych emocji. Już miał kończyć myśl odnoszącą się do kłamstw, które i tak musiał już serwować jego wybrance serca, gdy Tsunade w końcu nie wytrzymała.
— Musisz to jak najszybciej zakończyć — ucięła ostro potok burzliwych słów, uderzając pięścią w biurko. Komisarz zmarszczył brwi, a rysy jego twarzy wyostrzyły się jeszcze bardziej. Zamilkł. Z wściekłości zagryzał wnętrze policzków, aż poczuł w ustach metaliczny posmak krwi. — Przykro mi, Sasuke — dodała łagodniej. — Lepiej dla niej, jeśli będzie się trzymać od ciebie z daleka. Przynajmniej na czas tej misji. W końcu wiesz, jak wielkie niebezpieczeństwo możesz jej przez to zwalić na głowę.
Rozbrzmiał telefon. Uchiha spojrzał na wyświetlacz i ze zdumieniem wpatrywał się w imię Hana migoczące na ekranie. Z jednej strony był jej wdzięczny, bo właśnie uratowała go z opresji, gdyż komisarz naprawdę nie wiedział, co mógłby powiedzieć. Z drugiej strony nie miał zamiaru żyć problemami innych ludzi, skoro sam tonął we własnych po uszy.
— To wszystko?
Tsunade skinęła głową i Sasuke bez słowa opuścił gabinet komendant, w drodze odbierając połączenie od siostry Kiby. Szybkim krokiem zszedł po schodach, wysłuchując spokojnego głosu kobiety po drugiej stronie słuchawki.
Przepraszam, że dzwonię tak wcześnie, ale mam pilną sprawę.
Już wyszedł przed komisariat i zauważył nadjeżdżający samochód Sakury. Uśmiechnął się smutno pod nosem. Pobyt w hotelu już dawno się skończył, Sakura pojechała do rodziców, gdzie musiała zatrzymać się na czas znalezienia nowego lokum. Sasuke zaś pozostał w tym samym hotelu, oczekując telefonu od ubezpieczyciela, który lada moment miał poinformować go o mieszkaniu zastępczym. Niecierpliwił się również na jakąkolwiek wiadomość ze strony banku. Miał nadzieję na odzyskanie choć części pieniędzy.  
— Słucham, Hana — podjął, nie odrywając wzroku od auta Haruno.
Po drugiej stronie dało się słyszeć trzaski, jakby zasięg był tak lichy, że ledwo pozwalał wypluwać pojedyncze słowa. Sasuke po kilku charakterystycznych odgłosach, w tym szumie silnika samolotu i gwarze w tle, domyślił się, że Hana przebywała na lotnisku.
Mógłbyś odebrać Kibę ze szpitala? — zapytała nieśmiało i cicho westchnęła. — Niestety jestem teraz na lotnisku i czekam na Shino. — Mógłby przysiąc, że słyszał jak się uśmiechnęła. — Dzisiaj wreszcie wraca do domu i nie zamierza mnie opuszczać aż do porodu! — zachichotała, a Sasuke z przyjemnością się uśmiechnął. Ciąża zdecydowanie dodawała jej blasku i nawet teraz było słychać tę pozytywną zmianę w ciepłym kobiecym głosie. — Kiba będzie czekać na parkingu, także nie zabierze ci dużo czasu. Po prostu odwieź go do domu, a ja jak tylko odbiorę Shino, pojedziemy do niego i się nim zajmiemy.
Słuchał, co mówiła, ale wzrok wbił w wychodzącą z samochodu Sakurę. W płaszczu i kozakach na obcasie przyciągała jak magnes. Okulary przeciwsłoneczne natychmiast uniosła do góry, odgarniając z czoła grzywkę. Teraz jej dość wysokie czoło błyszczało w lekkim, acz rażącym słońcu. Mógłby tak na nią patrzeć godzinami. Hana nieco zaniepokojona ciszą, powtórzyła pytanie i Sasuke po bardzo długiej chwili milczenia zabrał głos.
— Jasne, nie ma problemu.
Wszystko w porządku? — spytała z troską w głosie. — Wydajesz się… przygnębiony. — Sasuke po raz kolejny w swoim życiu stwierdził, że Hana minęła się z powołaniem, zostając weterynarzem. Była w stanie prześwietlić czyjąś duszę nawet na odległość. Nie dała się również zwieść, gdy Uchiha odpowiedział, że miał ciężką noc. — Seks jest dobry na smutki.
— Serio, Hana? — Słyszał jak głośno wyje ze śmiechu i nie mógł się powstrzymać, by samemu się nie zaśmiać. — Dobra, masz mnie. Dzięki.
Tylko nie powtarzaj tego Kibie — ostrzegła wyraźnie zaniepokojona. — W jego stanie lepiej nie ryzykować. Nie sądzę, by chciał połamać sobie coś jeszcze — zachichotała i pożegnała się z Sasuke, dziękując mu jeszcze z kilka razy, nim ostatecznie zakończyła pożegnanie, wysyłając komisarzowi całusa.
Sakura już zbliżała się w jego stronę. Uniósł wzrok dopiero wtedy, gdy go wyminęła. Nie pozwolił jednak minąć się bez słowa. Od wczorajszych wydarzeń za wiele nie rozmawiali, a po oględzinach w prosektorium każdy udał się w swoją stronę, również bez żadnego pożegnania. Uchiha czuł, jak więź między nimi powoli zaczęła się kruszyć i pomimo że bardzo mu się to nie podobało, wiedział, że takie rozwiązanie było najlepsze. Nie mógł jednak tak po prostu odejść i działać dla mafii, wiedząc, że jego życie wisiało na włosku. Chciał jedynie poczuć jej ciepło i wiedzieć, czy mógłby po tym wszystkim wrócić. O ile nie oberwie kulką w łeb.
Odwrócił się i bez problemu chwycił jej drobny nadgarstek. Zatrzymała się, ale na niego nie spojrzała.
— Sakura — szepnął tylko, nie rozluźniając uścisku. Warknęła w jego stronę, aby przestał. Informacja ta mogła odnosić się do trzymanego nadgarstka lub samej próby rozmowy. Uchiha jednak nie poddał się tak łatwo i lekko przyciągnął ją do siebie. — Chciałbym tylko porozmawiać, to wszystko.
Nie powiedziała nic, co mogłoby negować ten pomysł. W końcu jej zielone tęczówki wbiły się w jego kare i tak w ciszy patrzyli na siebie. Sasuke mógłby przysiąc, że widział w kobiecych oczach łzy i naprawdę wściekł się na siebie. Poluzował nieco uścisk i delikatnie przyciągnął ją do siebie. Wykorzystała ten gest i mocno wtuliła się w jego ciepłe ciało. Uchiha, czując jej przyspieszony oddech, czule pogłaskał ją po plecach. Lewa dłoń spokojnie spoczywała w dole jej pleców, a druga gładziła kręgosłup w górę i w dół. Kobietę przeszły dreszcze.
— Nie możemy tego tak zostawić bez rozmowy — powiedział cicho, całując czubek jej głowy. — Dzisiaj wieczorem? U Ferris?
Przytaknęła i odchyliła się nieco. Patrzyła mu w oczy, a on nie mógł skupić się na niczym innym jak na jej ustach. Dłonią ujął kobiecy podbródek i gładził go kciukiem, uważnie przyglądając się zmianom zachodzącym na twarzy. Sakura nieśmiało się uśmiechnęła. Miała do niego ogromny żal, ale on ją do siebie przyciągał. Przez całą noc myślała tylko o nim i o tym, czego się dowiedziała, To bolało, ale dzięki tym rozmyślaniom zaczynała go rozumieć. Tak samo jak ona, Sasuke nie chciał być samotny. Kochała go i wiedziała, że on też coś do niej czuje, ale bał się to powiedzieć. Bo pokazać potrafił, jednakże słowa nigdy same nie wypłynęły z jego ust.
— Wieczorem — powtórzyła zachrypniętym głosem.
— Wieczorem. — Złożył na jej ustach subtelny pocałunek, którego ona nie oddała. Dopiero po chwili pozwoliła sobie na przyjemność smakowania go i przymknąwszy powieki, pogłębiła pocałunek. Był długi i spokojny.
Czyżby był ostatni?


Tak jak obiecała Hana, Kiba już czekał na niego na parkingu, siedząc na jednym z ceglanych, niskich płotów. Oglądał w ciszy nieboskłon i nawet wtedy, gdy Sasuke do niego podszedł, nie oderwał wzroku od zachmurzonego nieba, które co jakiś czas pozwalało przebić się słońcu.
— Witaj wśród żywych — przywitał go Sasuke i wyciągnął ku niemu rękę. Kiba przyłożył obie dłonie do czoła, robiąc z nich daszek i nagle uśmiechnął się szeroko, ukazując swoje śnieżnobiałe zęby.
Uderzenie w dłoń było głośne, Uchiha zacisnął rękę mocniej i podciągnął przyjaciela do góry, tym samym przytulając go do siebie i klepiąc po plecach. Kiba szczerze się zaśmiał.
— Cieszę się, że z tego wyszedłeś — powiedział Sasuke, gdy wreszcie mógł na niego spojrzeć. Kiba właśnie złapał kule i opierając się na nich, zrobił kilka kroków. — Narobiłeś nam stracha.
— Taki sukinsyn jak ja nie daje się śmierci — odpowiedział wesoło z tym swoim perfidnym uśmiechem na ustach. Oczy wydawały się być brązowymi iskierkami szczęścia. Sasuke przyznał mu rację z tym sukinsynem. — Stary, ale mam ochotę wrócić do pracy! Leżenie w tym szpitalnym łóżku… — wzdrygnął się. — Tak jak chciałem już iść na urlop, tak teraz marzę tylko o powrocie. Nie było jednak aż tak źle... pielęgniarki, cóż… były miłe.
— Oczywiście — parsknął Sasuke, widząc ten jego frywolny uśmieszek.
Wsiedli do jego samochodu, ówcześnie komisarz zabrał Kibie kule i położył je na tylnym siedzeniu. Torbę z rzeczami osobistymi kolegi zapakował do pustego bagażnika, po czym bez słowa usiadł za kierownicą i odpalił silnik. W milczeniu mijali kolejne skrzyżowania, przecznice. Radio cicho grało, zapodając w głośnikach uspokajające nuty jazzu. Inuzuka poprawił się w fotelu i spojrzał na kompana z zaciekawieniem. Zauważył kilka małych ran na twarzy i szyi. Dodatkowe siniaki i lekko opuchnięta warga wskazywały na aktywny czas i Kiba nie mógł wytrzymać, aby zapytać, co takiego się wydarzyło: czy ominął jakąś ciekawą akcję, może wypłynęła jakaś nowa rzecz w sprawie śledztwa. Sasuke jednak nie był rozmowny, w zamyśleniu przejeżdżając przez czerwone światło. Kiba zarechotał.
— Wydajesz się nieobecny — rzucił z powagą.
— Hm?
Kiba wskazał za siebie, a potem na kolejną sygnalizację, która tym razem pozwalała jechać.
— Przejechałem na czerwonym świetle?
— W rzeczy samej. Mógłbym ci teraz wlepić mandat.
Obaj głośno się zaśmiali i Sasuke poczuł, jak zacięcia na skórze twarzy delikatnie się rozrywają. Skrzywił się nieznacznie i natychmiast spoważniał.
— A tak serio — zaczął Kiba — to wszystko w porządku?
— Umówiliście się z Haną, że będziecie mnie sprawdzać, czy co? — obruszył się, wyraźnie obrażony. Inuzuka jednak to przemilczał. — Mam po prostu problemy. — I wiedząc, że ta długa pauza ze strony przyjaciela była zrobiona specjalnie, podjął temat mniej ochoczo niż chciał. — Sakura i ja… zeszliśmy się.
— Wreszcie, kurwa! — krzyknął radośnie Kiba, klaszcząc przy tym w dłonie. Sasuke natychmiast skarcił go lodowatym spojrzeniem. — Spaliście ze sobą?
Oberwał w łeb na tyle mocno, że sam przesunął się do szyby i mruknął coś pod nosem, prawdopodobnie rzucił właśnie przekleństwo w stronę komisarza. Na twarzy Sasuke zagościł grymas i z bólem przyznał, że mają problemy.
— Nie mów, że już to spieprzyłeś. — Sasuke posłał mu słaby uśmiech. — Serio? Chyba muszę cię wysłać na jakiś kurs czy coś.
— Moja przeszłość to pieprzy.
Kiba nie wyraził zdziwienia. Znał Sasuke i wiedział, jak wiele sekretów skrywał. Oczywiście nie miał zielonego pojęcia o całej akcji z mafią czy o tym, że był członkiem ANBU. Po prostu przywykł do mrocznej przeszłości komisarza i nigdy nie naciskał. Historię z Hiro znał i wiedział, jak było mu ciężko. Od tamtej pory starał się go wspierać, mimo że był niczym dziecko we mgle — wściekłość Sasuke można było łatwo aktywować.
— Porozmawiaj z nią.
— Tak, porozmawiamy dzisiaj wieczorem. Trzymaj za mnie kciuki.
Kiba uniósł wysoko zaciśnięte pięści i uśmiechnął się szeroko. Sasuke z ulgą przyznał, że dobrze było widzieć go w tak dobrym humorze. Naprawdę za nim tęsknił. Gdyby nie te kule i leki, jakie musiał jeszcze przyjmować, pewnie poszliby do klubu, by upić się i trochę ponarzekać. Niestety, czas nie był przychylny, a Inuzuka musiał się regenerować. Jeśli o siebie zadba, prawdopodobnie mógłby wrócić do pracy już za niecały miesiąc.
— Słyszałeś? — Zmienił nagle temat Kiba, gdy już podjeżdżali pod jego apartament. — Boruto ma młodszą siostrę!
Uchiha uderzył się otwartą dłonią w czoło. Kompletnie zapomniał o tym, że w dniu morderstwa Nami, Hinata rodziła i Naruto, blady jak ściana, opuścił ich w pośpiechu. Po wszystkim nawet zapomniał do niego zadzwonić i zapytać, jak przebiegł poród i w końcu, jak to było zostać ojcem poraz drugi. O wszystko więc wypytał Inuzukę, który ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy opowiedział, że poród poszedł sprawnie, a Naruto oczywiście zemdlał, jak tylko zobaczył wychodzącą główkę. Koniec końców urodziła im się córeczka, a Hinata przebywała w tym samym szpitalu co Kiba, więc mógł ją odwiedzić.
— Jutro do nich zadzwonię — zadeklarował Sasuke.
Podjechali już na parking. Uchiha wysiadł jako pierwszy i przerzucił przez ramię sportową torbę Kiby. Wyjął również kule, które zaraz mu podał, gdy ten próbował wstać z fotela. Upierał się, że może chodzić bez tych patyków, jak je określił, ale Sasuke wolał nie ryzykować złości Hany i przekonywał go, aby się nie wygłupiał. Posłuchał dopiero wtedy, gdy omal się nie poślizgnął.
Komisarz odprowadził marudzącego pod nosem Kibę do drzwi. Gdy ten otworzył zamek i wrota się otwarły, zaprosił przyjaciela na drinka, zapomniawszy o tym, że Sasuke w końcu przyjechał samochodem. Bardzo się zawiódł, gdy Uchiha odmówił. Uzasadnił to zbytnim zmęczeniem, ponadto okłamał go, że dostał wolne — prawdą było, że Tsunade puściła go na przymusowy urlop, by w spokoju mógł zająć się mafią.
Pożegnali się więc mocnym uściskiem dłoni i Sasuke zbiegając po schodach, wciąż rozmyślał o ostatnich wydarzeniach. Czuł się podle z tym, że w ogóle zgodził się na taki układ. Pluł sobie w brodę za to, iż w ogóle nie spróbował przekonać Shikamaru do innej alternatywy niż samobójstwo. Niemniej wybrał, jak chciał umrzeć — i Sasuke w pełni to rozumiał. Sam cudem przeżył tortury, jakie urządziła mu wesoła rodzina mafijna, dlatego szanował, co uczynił Nara. Mógł wybrać i nikt nie miał prawa go oceniać.
Uchiha takiego wyboru nie miał.
W kieszeni kurtki zawibrował telefon. Z ociąganiem wyciągnął go i spojrzał podejrzliwie na wyświetlacz. Nie znał numer, chociaż wydawał się dziwnie znajomy. Wahał się bardzo długo, czy powinien odebrać. Co jednak, jeśli dzwonił Obito? Może już miał dla niego jakieś zadanie do wykonania? Nie mógł zatem ryzykować i po dłuższej chwili przesunął palcem po ekranie, by aktywować zieloną słuchawkę. Odebrał i przyłożył aparat do ucha.
— Halo? — spytał, ale po drugiej stronie nikt się nie odezwał. Sasuke jednak usłyszał czyjś przyspieszony oddech i dziwne wrażenie zagubienia nie miało zamiaru go opuścić. Podjął ponownie próbę, ale wciąż witała go cisza. — Słucham, mogę w czymś pomóc?
Już miał się rozłączyć i schować telefon, gdy po drugiej stronie ktoś w końcu się odezwał.
Sasuke.
Głos, którego nie słyszał tak dawno, przywodził na myśl dzieciństwo i każde miłe chwile. Nagle jakieś nieopisane ciepło otuliło jego serce, dusza jakby stała się lżejsza i nagle wszystkie problemy zniknęły. Oczy komisarza napełniły się łzami, ale ani jedna nie spadła na jego zarośnięty policzek. Szok wymalowany na męskiej twarzy zadziwił nawet jego własne odbicie.
Sasuke, przyjedź… do mnie — usłyszał słaby głosik i struchlał.
Spojrzał jeszcze raz na swoje marne odbicie w szybie samochodu i dopiero teraz zdał sobie sprawę, że przestał oddychać. Ciężko wypuścił powietrze z ust, zbyt mocno przylegające do płuc. Drżącymi dłońmi dotknął swojej twarzy. Pobladł.
— Mamo… — wydukał tylko. Ogromnych rozmiarów niewidzialna gula stanęła mu w gardle. — Mamo… przyjadę… — Chciał płakać i tama łez puściła, bowiem rzewnie skapywały po jego policzkach i brodzie. Nie miały końca i Sasuke ze zdumieniem stwierdził, że to było naprawdę cudowne uczucie. Ponadto po dwóch latach mógł znowu usłyszeć głos swojej matki. To było oczyszczające. Czuł, jakby przechodził prawdziwe duchowe katharsis. — Przepraszam, mamo — łkał, wsiadając do samochodu. Drżącymi dłońmi próbował trafić kluczykami w otwór, ale te nie słuchały. Wziął głęboki wdech i spróbował znowu. Silnik zaryczał. — Przepraszam, że tak długo mnie nie było. Przepraszam… przepraszam za wszystko, mamo.
Po drugiej stronie usłyszał jakiś męski głos i cholernie się przestraszył. Słuchawka zatrzeszczała. Cichy stukot czyichś butów rozniósł się po pokoju, w którym musiała przebywać jego matka. Nagle naprawdę poczuł strach i pierwszy raz w życiu nie mógł go określić.
Chcę cię zobaczyć, synku.
Coś w jej głosie było jednak inne. Słowa wypowiedziane przed chwilą odbijały się w głowie Sasuke niczym wahadło i powodowały ból skroni. Przyciskając z całych sił komórkę do ucha ramieniem, złapał za kierownicę i wyjechał z parkingu. Drogę znał na pamięć, na ślepo i dodając gazu, mijał ulice z zawrotną szybkością.
Czy to był sen? Czy jego matka naprawdę odzyskała głos? Kim był mężczyzna, którego usłyszał tylko przez jeden krótki moment? Czy to wszystko działo się naprawdę?
Perfidia śmiała się w kącie i rosła w siłę. Coś było na rzeczy.


Nobie says: Krócej, bo nie widziałam sensu przeciągania tego rozdziału, który jest taki trochę… przejściowy, nudny, ale potrzebny. Nie możecie ciągle dostawać zbyt wiele akcji, muszę dbać o Wasze serduszka! :D Ponadto bardzo zależało mi na dodaniu szesnastki jeszcze w urlopie, a ponieważ na dniach będę już bardzo zajęta, wiedziałam, że nie dodam go pod koniec lipca ani chociażby na początku sierpnia (praca). Wszelkie wyjaśnienia odnośnie moich zajętych dni znajdziecie zapewne na mojej stronie na facebooku. Zapraszam do śledzenia, uchylę rąbka prywatnej tajemnicy ;) Do napisania <3
layout by Sasame Ka